
I znowu, poraz czwarty nasze rodziny wybraly sie na zeglowanie po jeziorze Kamieniskeg, na polskich Kaszubach. Tego roku zebrala sie pokazna grupa zeglarzy, aby wprawiac sie w zeglarskim rzemiosle, spedzic przyjemnie czas na pogaduszkach, na plazy, na zwyklym, wakacyjnym leniuchowaniu. Tym, ktorzy mieli zapal, proponowano poranne biegi, plywanie. Zawsze gotowy byl Soulty I glosnym szczekaniem nawolywal do porannej gimnastyki. Okolo poludnia na plazy bylo rojno. Ustawialy sie kolejki do poszczegolnych lodek, formowano zalogi. Prawdziwa rewelacja okazal sie katamaran. Kazdy, przynajmniej raz mial okazje sie na nim przewiesc. Najchetniej to robily panie, ktore w ten sposob czynily poranna toalete. Przy duzym wietrze katamaran niosl jak szybki rumak, a bryzgajaca woda zatykala dech. Tego roku zebrala sie spora grupa mlodziezy, ktora lubila przebywac ze soba, szczegolnie wieczorami trudno ich bylo naklonic do spoczynku. Pogoda nam dopisala, na poczatku troche padalo, ale potem cieszylismy sie sloncem, i co najwaznejsze – wiatrem.